Edukacja finansowa dla każdego

Program wspierany przez:

E w jedzeniu – wstrząsający raport NIK

NIKOEZYWNOSCICznF

70 proc. diety przeciętnego Polaka stanowi żywność przetworzona przemysłowo. Zawiera różnego rodzaju E - przedłużacze przydatności do spożycia oraz poprawiacze smaku, zapachu i koloru. Wiele z nich jest wyraźnie szkodliwych dla zdrowia, w tym nowotworowych. Obecne prawo nie pozwala na dodawanie ich m.in. do żywności nieprzetworzonej, miodu, masła, mleka, naturalnej wody mineralnej, kawy czy herbaty. Z tych produktów powinniśmy więc korzystać przede wszystkim, zanim doczekamy się wdrożenia najnowszego wniosku NIK.

NIK (Najwyższa Izba Kontroli) zwróciła się do premiera o powołanie wyspecjalizowanej służby ds. bezpieczeństwa żywności na wzór np. USA. To pokłosie raportu ze stycznia 2019 r. o jakości jedzenia w Polsce. Przy okazji prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski zalecił m.in. uważne czytanie etykiet na opakowaniach, ale z ograniczonym zaufaniem, bo w wielu przypadkach nie ma na nich pełnego składu oraz samodzielne przygotowywanie posiłków z produktów nieprzetworzonych. Według ustaleń NIK, obecnie dopuszczonych do stosowania w żywności jest ponad 330 dodatków, które w produktach spożywczych mogą pełnić 27 różnych funkcji technologicznych. Są to m.in. konserwanty, barwniki, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, emulgatory, czy stabilizatory. Zawiera je coraz więcej produktów. Przeciętny polski konsument spożywa w ciągu roku ok. 2 kg substancji dodatkowych.

Na stosowanie substancji dodatkowych na tak dużą skalę pozwala bardzo liberalne prawo polskie i Unii Europejskiej. Aby dana substancja dodatkowa została dopuszczona do żywności, musi posiadać ocenę bezpieczeństwa dla zdrowia dokonywaną przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Jednak NIK zwraca uwagę, że przepisy prawa wymagają zapewnienia bezpieczeństwa każdego z dodatków używanych osobno. W żaden sposób nie odnoszą się do ryzyka wynikającego z obecności w środkach spożywczych więcej niż jednego dodatku, czy ich kumulacji z różnych źródeł. Izba alarmuje więc, że system nadzoru nad stosowaniem dodatków nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa żywności. Ponadto prowadzone, przez skontrolowane inspekcje (Inspekcje Sanitarne, Inspekcję Handlową i Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno – Spożywczych), badania laboratoryjne próbek żywności ograniczały się do wybranych substancji dodatkowych, głównie z grupy substancji konserwujących i barwników. Żadna z inspekcji nie analizowała zawartości wszystkich dodatków obecnych w danej próbce żywności. Zwykle wskazywano do badań jedną substancję dodatkową i analizowano ją pod kątem ustalonego dla niej limitu w danym produkcie. Inne dodatki obecne w tym produkcie w ogóle nie były weryfikowane. Dodatkowo ograniczona była możliwość analityczna laboratoriów Inspekcji Sanitarnej. Laboratoria te mogły wykonać badania w stosunku do ok. 65. substancji dodatkowych na ponad 200 dozwolonych do stosowania.

W oparciu o dane ze zleconych przez NIK badań, zaprojektowano przykładową dietę na jeden dzień, składającą się z pięciu posiłków. W efekcie ustalono, że w przygotowanych z tych produktów daniach konsument spożyłby w ciągu jednego dnia 85 różnych substancji dodatkowych. Przy tym w menu zaplanowano, że zupę i drugie danie konsument przygotowuje samodzielnie w domu. Gdyby skorzystał z kupionych w sklepie gotowych potraw, dodatków spożytych w ciągu dnia mogłoby być znacznie więcej.

Najbardziej narażone na przekroczenie akceptowanego dziennego spożycia dodatków, ze względu na niższą masę ciała i upodobania smakowe, są dzieci - głównie w wieku do 10 lat. Najwięcej E jest w produktach, które dzieci lubią najbardziej, czyli ciastach, aromatyzowanych napojach, lodach, parówkach. Z monitoringu spożycia i stosowania dodatków do żywności, przygotowywanego przez Instytut Żywności i Żywienia wynikało, że przyswojenie z dietą kwasu sorbowego i sorbinianów - konserwantów dodawanych głównie do ciast, przetworów warzywnych, pieczywa, aromatyzowanych napojów - znacznie przekraczało limit i w grupie dzieci 4-10 lat wynosiło 291 proc. akceptowanego dziennego spożycia (ADI). U 5 proc. dzieci i młodzieży (1-17 lat) pobranie tych dodatków wynosiło aż 681 proc. Spożycie z dietą np. azotynów - obecnych m.in. w wędlinach, parówkach, peklowanym mięsie - u najmłodszych dzieci wynosiło ponad 160 proc. dopuszczalnego limitu, a u 5 proc. dzieci w wieku 1-3 lat kształtowało się na poziomie aż 562 proc.

Tymczasem dostępnych jest coraz więcej dowodów i publikacji, które wskazują na szkodliwość niektórych dodatków do żywności. Wśród dodatków, które mogą wywoływać alergie, wymieniono barwniki spożywcze, szczególnie syntetyczne (m.in. E 123, E 110, E 122) oraz konserwanty z grupy siarczynów. Niektóre barwniki (E120 koszenila, E124 czerwień koszenilowa i E 129 czerwień Allura), mogą powodować groźny dla życia wstrząs anafilaktyczny. Barwniki te są często używane w wędlinach, napojach, sałatkach. Są one szczególnie niebezpieczne dla dzieci oraz osób uczulonych na salicylany. Jako dodatki o wysokim potencjale pronowotworowym wymieniono konserwanty - kwas benzoesowy (E 210) i jego pochodne oraz azotyny i azotany (E 249, E 250, E 251, E 252). Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) potwierdził dowody na związek azotynów w diecie z nowotworami żołądka oraz połączenia azotynów i azotanów z przetworzonego mięsa z nowotworami jelita grubego. W zleconej ekspertyzie stwierdzono też narażenie na rakotwórcze N-nitrozoaminy, które powstają m.in. podczas termicznej obróbki żywności zawierającej te substancje, czyli np. podczas podgrzewania kiełbas. Ponadto mogą one być niebezpieczne dla kobiet w ciąży.

W analizowanych przez NIK 501. produktach żywnościowych azotyn sodu (E 250) występował w składach aż 130. produktów żywnościowych, a wymienione barwniki wystąpiły łącznie w 53. produktach żywnościowych, zaś kwas benzoesowy i jego pochodne w 36. produktach.

Niewiele jest produktów, do których nie wolno stosować dodatków. Są to m.in. żywność nieprzetworzona (np. surowe mięso, owoce, warzywa), miód, masło, mleko pasteryzowane i sterylizowane, naturalna woda mineralna, kawa czy herbata liściasta. Warto więc zamiast paczkowanej wędliny kupić kawałek surowej szynki lub schabu i samodzielnie upiec go, używając do poprawy smaku i przedłużenia trwałości naturalnej soli i ziół. Konfitury czy dżemy robić samemu, a zamiast słodyczy podawać dziecku domowe wypieki z miodem, którym można też posłodzić naturalną wodę mineralną z sokiem wyciśniętym ze świeżych owoców. Popularne mrożonki warzywne lepiej przygotować samodzielnie z jarzyn kupionych na targu niż wyciągnąć z lady w supermarkecie. Chleb próbować piec samemu. Nie dość, że takie zabiegi zdecydowanie służą zdrowiu, to z reguły sprzyjają budżetowi domowemu, bowiem przetworzone, porcjowane, opakowane, przewożone i składowane w sklepowych chłodniach np. owoce i warzywa z natury będą droższe niż własne przetwory. To samo dotyczy też ogólnie t.zw. zdrowej żywności, np. pieczywa, które bywa kilkukrotnie droższe niż supermarketowe.

Fot. pixabay.com

Słowa kluczowe: Unia europejska

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.