Edukacja finansowa dla każdego

Program wspierany przez:

Błędne wyobrażenie o bogactwie

BLEDNEBOGACTWOCznF

Specjaliści od inwestowania, zwłaszcza na giełdzie, wierzą w trendy, które ich zdaniem można przewidywać. Jednak w praktyce okazuje się, że najważniejsze dla powodzenia w finansach są cechy osobowości samych inwestorów. Generalnie, sukces materialny częściej osiagą się dzięki samodyscyplinie niż genialnym pomysłom czy wybitnemu wykształceniu. Na początku XXI w. Thomas Stanley i Wiliam Danko wyliczyli, że większość milionerów w USA nie ma wyższego wykształcenia, a ponad 80 proc. zdobyło majątek w pierwszym pokoleniu.

Wniosek z dociekań amerykańskich doradców finansowych okazał się zaskakujący – dorabiają się częściej ci, którzy nie skończyli prestiżowych studiów i nie odziedziczyli majątku po rodzicach. Oczywiście w tych przeważających przypadkach wzbogacenia w USA nie było mowy o wygranych na loteriach czy opatentowaniu genialnych wynalazków bądź honorariach artystów muzyki popularnej. Takie sytuacje też były, ale okazały się marginesem wśród Amerykanów posiadających majątek o wartości przewyższającej milion dolarów. Zdaniem specjalistów media kształtują we współczesnych społeczeństwach fałszywy obraz, że bogactwo jest szczęśliwym zrządzeniem losu wybrańców lub wynikiem nieludzkich metod działania. Tymczasem wymienieni autorzy książki „Sekrety amerykańskich milionerów" podali przykład małżeństwa z Tennesee, które mimo ogromnych chęci nie było w stanie przez cale swoje życie ani oszczędzić, ani tym bardziej zainwestować choćby dolara. Wszystkie zarobione przez siebie pieniądze wydawali na zaspokojenie najbardziej elementarnych potrzeb. Jedyną ich przyjemnością której sobie nie odmówili, były papierosy. Stanley i Danco wyliczyli, że gdyby ci ludzie - wydawane przez 40 lat na papierosy - pieniądze zainwestowali w przeciętny fundusz inwestycyjny, byliby właścicielami konta o wartości miliona dolarów. Natomiast gdyby zamiast papierosów produkowanych przez koncern Phillip Morris kupowali akcje tej spółki, to wartość ich konta inwestycyjnego wyniosłaby ponad 2 miliony dolarów USA. Inny z analizowanych przykładów dotyczył listonosza spod Chicago, który wyczytał w młodości słowa Alberta Einsteina wypowiedziane pod adresem procentu składanego. Noblista nazwał procent składany „najpotężniejszą siłą natury". Młody listonosz przejął się tym stwierdzeniem i przez 47 lat ze swojej pensji odkładał jednego dolara dziennie, czyli niecałe cztery złote. W sumie wartość jego konta inwestycyjnego przekroczyła 2 mln dol..

Wbrew owczemu pędowi

Oprócz samodyscypliny w inwestowaniu potrzebna jest również ostrożność i niepoddawanie się modom. To szczególnie ważne w przypadku inwestowania na giełdach czy rynkach walutowych. Np. według badań przeprowadzonych przez Komisję Nadzoru Finansowego, aż 82 proc. osób, którzy grają na Forexie ponosi straty. Większość z nich uległa zapewne reklamom typu "Biedna kiedyś sprzątaczka z małego miasteczka dziś nic nie robi i zarabia 4 tys. zł dziennie". Niebezpieczne jest również uleganie zbiorowym nastrojom. Tu szczególnie przykrymi nauczkami okazują się tzw. bańki giełdowe, czyli sytuacje, w których zapotrzebowanie na akcje firm z modnych branż (np. informatycznej) osiąga wartość znacznie większą od rzeczywistego majątku takich spółek i gwałtownie dochodzi do urealnienia ich wartości w postaci spadku kursu. W efekcie, rzeczywista wartość posiadanych przez nas papierów staje się zaledwie drobną częścią kwot jakie zapłaciliśmy za ich kupno. Najgorszym rozwiązaniem w takich sytuacjach jest także podążenie za reakcją tłumu inwestorów i nerwowa sprzedaż swoich akcji. W takich sytuacjach trzeba poczekać, ponieważ z reguły po jakimś czasie akcje zaczynają iść w górę i dopiero wówczas można zacząć zastanawiać się nad ich sprzedażą.

Tylko własne i nie wszystkie na raz

Żeby uniknąć w takich sytuacjach groźby ubóstwa (zamiast wymarzonego wzbogacenia) należy przede wszystkim inwestować wyłącznie własne pieniądze i tylko w ilości, która nie odbije się na życiu osobistym. Tak więc nie stawiać na jedną kartę wszystkich oszczędności życia, ale określoną ich część. Niedopuszczalne jest branie kredytów czy pożyczek na operacje giełdowe, bo to prosta droga do bankructwa.

Bardzo istotne jest coś co fachowcy nazywają dywersyfikacją, czyli podzieleniem kapitału i zainwestowaniem go w różne miejsca, jak najmniej powiązane. Oznacza to, że gdy np. mamy 10 tys. zł, to 2 tys. zł wpłacamy na lokatę, 3 tys. zł na obligacje skarbowe, 6 tys. zł inwestujemy w akcje dużej spółki spożywczej czy farmaceutycznej, zaś 4 tys. w papiery mniejszej firmy nowych technologii. Dzięki temu, gdy akcje jednej spółki spadną, to nie stracimy całego kapitału. Z kolei lokaty czy obligacje skarbowe zapewnia dużo niższe zyski niż gra na giełdowych akcjach spółek, ale dają gwarancję, że nie stracimy wpłaconych pieniędzy.

Doradcy finansowi i maklerzy giełdowi są specjalistami, którym powinniśmy ufać. Jednak prowadzą oni nie tylko nasze interesy i to co mogą stracić na braku udziału w naszych zyskach, to odrobią sobie na innych klientach. Musimy więc przede wszystkim kierować się swoim zdrowym rozsądkiem i nie ufać bezgranicznie ekspertom. Dokładnie czytajmy wszystkie umowy, które podsuwają nam do podpisania. Jeśli jakieś zapisy wydadzą się niezrozumiałe lub niebezpieczne, to prośmy o wyjaśnienie albo omówmy je z innymi ekspertami.

Fot. pixabay.com

Słowa kluczowe: Komisja Nadzoru Finansowego

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.