Edukacja finansowa dla każdego

Program wspierany przez:

Polaków stać na coraz mniejsze mieszkania

MNIEJSZEMIESZKANIACznF

Przeciętne nowe mieszkanie kupowane na polskim rynku zmniejszyło się od 2010 r. o prawie 8 metrów kwadratowych - wyliczyli Eksperci Open Finance, w oparciu o dane GUS, NBP i banków. Prognozują, że taka tendencja będzie się pogłębiać, głównie z powodu coraz trudniejszego dostępu do kredytów hipotecznych. Ponadto przewidują systematyczny wzrost wysokość rat tych kredytów.

Specjaliści analizowali dane GUS o tym na jakie mieszkania deweloperzy dostają pozwolenia. Jeszcze w 2010 r. deweloperzy otrzymywali decyzje administracyjne, które pozwalały budować lokale o przeciętnej powierzchni 64,6 m kw. Jednak od tego roku zdolność Polaków do kupowania mieszkań radykalnie spadała. W 2016 r. było to już o 7,7 m kw. mniej (56,9 m kw.). Do obliczeń przyjęto tylko takie pozwolenia, które dotyczyły budynków z przynajmniej trzema lokalami, aby domy jednorodzinne nie zawyżały przeciętnej powierzchni.  Różnica jest duża, zakładając, że niezmiennie od lat najpopularniejszymi w Polsce mieszkaniami są dwupokojowe.

Im większe miasto tym ta różnica jest większa. W Warszawie daje to dwukrotnie większy spadek powierzchni mieszkań. W stolicy przeciętne mieszkanie, na którego budowę deweloperzy otrzymali pozwolenie w 2010 roku miało 69,6 m kw. powierzchni. Ubiegłoroczna średnia to już niecałe 53,9 m kw., czyli o 15,7 m kw. mniej.

Eksperci podkreślają, że głównym powodem tych zmian jest dążenie do zmniejszenia ceny gotowego mieszkania, bowiem na coraz tańsze mieszkania stać kupujących.

Im większe miasto, tym gorzej

Z danych NBP wynika, że pod koniec 2016 r. uśredniona dla 10 polskich miast przeciętna cena metra kwadratowego nowego mieszkania  wynosiła 4821 zł. 7,7 m kw. to wydatek rzędu 37 tys. zł. Koszty transakcyjne przypadające na taki fragment lokum (taksa notarialna, opłaty sądowe, koszty uzyskania kredytu) można oszacować na około 1,1 tys. zł. Do tego dochodzą też odsetki od długu. Od kwoty 37 tys. zł bank naliczyłby przez 25 lat łącznie 24,3 tys. zł tytułem odsetek. Oczywiście stałoby się tak przy obecnych warunkach rynkowych, a pamiętajmy, że obowiązują dziś najniższe stopy procentowe w historii. To jednak wciąż nie koniec rachunków, bo dodatkowe metry trzeba chociażby ogrzać. Uwzględniając już tylko opłaty administracyjne w kwocie 10 zł za m kw. otrzymujemy przez 25 lat kwotę aż 23 tys. zł. Suma? 85,4 tys. zł - aż tyle w ciągu ćwierćwiecza mogą zaoszczędzić nabywcy, którzy wybierają dziś lokale o niecałe 8 metrów kwadratowych mniejsze niż średnia wielkość z 2010 r.. Oznacza co miesiąc dodatkowy koszty na poziomie około 285 zł.

Trudne kredyty źle wróżą

Kredyty mieszkaniowe tańsze już nie będą - wynika z aktualnych prognoz rynkowych. Wszystko za sprawą spodziewanych podwyżek stóp procentowych, ale i nowa ustawa o kredycie hipotecznym też może się do tego przyczynić. Na szczęście zmiany nie powinny być skokowe, tylko stopniowe - wynika z szacunków Open Finance.

Podczas gdy dziś 30-letni dług w kwocie 300 tys. zł oznacza miesięczną ratę na poziomie niewiele ponad 1500 zł, to już niedługo kwota ta zacznie rosnąć. W perspektywie 21-miesięcznym można wnioskować, że rata takiego kredytu wzrośnie o około 70 zł. Jednak, gdyby inflacja przekroczyła 4 proc., to stopy procentowe wróciłyby do poziomu z 2012 r., kiedy podstawowa stopa procentowa była na poziomie 4,75 proc. (dziś jest to tylko 1,5 proc.). Rata wówczas wzrosłaby aż do 2135 zł miesięcznie, czyli byłaby o prawie 42 proc. wyższa niż obecnie. Na szczęście, realizacja takiego czarnego scenariusza jest dziś mało prawdopodobna – uspokajają eksperci.

(Fot. freeimages.com)

Słowa kluczowe: Kredyt hipoteczny

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.