Edukacja finansowa dla każdego

Program wspierany przez:

Telefoniczni oszuści nadal groźni dla seniorów

TELEOSZUSCICznF

Oszuści po metodzie „na wnuczka”, znaleźli sposób „na policjanta” – ostrzega w gazecie „Czas Stefczyka” komisarz Michał Rusak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.

Redakcja: – Policja informuje o nowych formach wyłudzania pieniędzy od osób starszych. Przestępcy chwytają się już nie tylko tradycyjnej metody „na wnuczka”, ale również „na policjanta”. Jak wygląda mechanizm takiego przestępstwa? Kto szczególnie jest narażony?

Kom. M. Rusak: – W skrócie – są to oszustwa. Narażeni są na nie – co potwierdza się w całej Polsce – ludzie starsi, przeciętnie w wieku powyżej 70 lat. Sprawcy zawsze działają w bardzo podobny sposób. Stały motyw to telefon od rzekomego członka rodziny. Najbardziej prawdopodobną wersją jest taka, że sprawcy wyszukują w książkach telefonicznych numery telefonów stacjonarnych, których właściciele mają imiona popularne dawniej – np. Stanisława, Józef.

Czyli przestępcy wnioskują po imionach, że to osoby starsze?

– Mniej więcej tak to wygląda. Potoczna nazwa tej metody to „na wnuczka”, jako że sprawca podaje się za członka bliskiej rodziny. Czasem właśnie tak się zdarza, że dzwoni „wnuczek” i mówi: „Babciu, potrzebuję pieniędzy”. Albo dzwoni „kuzyn”. Niekiedy oszuści przedstawiają się jako dzieci. Cechą wspólną jest to, że dzwonią i proszą o pieniądze na atrakcyjny zakup, po okazyjnej cenie, np. mieszkania, albo samochodu. Bądź na leczenie nowotworu, które będzie kosztowało kilkadziesiąt tysięcy złotych, lub wpłacenie kaucji w związku z wypadkiem samochodowym, albo żeby wyjść z aresztu. Rozmowa różnie przebiega, ale zawsze jest prośba o duże pieniądze.

Czy w tym nowym modelu przestępstwa to dopiero pierwszy etap mamienia?

– Tak, to jest pierwszy etap. Dotychczas tak to działało, że te osoby, w poczuciu obowiązku, w poczuciu solidarności z członkami rodziny, wcale się nie upewniały, czy to są ich faktyczni bliscy z faktyczną potrzebą pomocy. I dochodziło do spotkania albo też przelewu na konto. Teraz dochodzą kolejne elementy przestępczej układanki – zaraz po tym pierwszym telefonie dzwoni następna osoba, następny oszust, współpracujący z pierwszym. Przedstawia się jako funkcjonariusz policji, najczęściej Centralnego Biura Śledczego. Dlatego, że to podkreśla rangę sprawy, bo to jest instytucja zaufania publicznego, zajmująca się najpoważniejszymi przestępstwami, najbardziej skuteczna komórka w policji. Oszust przedstawia się więc fałszywym imieniem i nazwiskiem lub podaje inicjały. Czasami prosi, żeby – nie rozłączając się – wykręcić nr 112 i potwierdzić u dyżurnego policji swoją autentyczność.

Czyli telefon na połączenie alarmowe ma uwiarygodni rzekomego policjanta. W momencie, kiedy oszust prosi o wykonanie telefonu pod nr 112...

– Jeśli nie rozłączy pan rozmowy prowadzonej właśnie z oszustem, to po wybraniu numeru 112 nie będzie pan rozmawiał z policją, ale nadal z oszustem lub jego wspólnikiem, którzy potwierdzą, że to autentyczna akcja CBŚ. Stwarzane są w ten sposób pozory pełnej wiarygodności. Starszy człowiek jest pewien, że najpierw zadzwonił oszust, czyli fałszywy wnuczek, a potem „prawdziwy policjant”, który został zweryfikowany przez fałszywe połączenie z numerem alarmowym. I oszust podszywający się pod policjanta mówi: „Prowadzimy szeroko zakrojoną akcję. Za chwilę ten przestępca zostanie zatrzymany. Potrzebujemy tylko te pieniądze, które chciał wyłudzić, żeby dla pani/pana bezpieczeństwa je zdeponować. Oddamy je, kiedy zatrzymamy tego oszusta”. Oczywiście przychodzi kolejny człowiek, rzekomo policjant, nieumundurowany, bez legitymacji, nikt się o nic nie pyta. Ludzie cały czas są tak przekonani o legalności zdarzenia, że nikt nie żąda okazania legitymacji policyjnej i oddają pieniądze fałszywemu policjantowi. Za chwilę nie ma śladu po fałszywej akcji policyjnej. Dopiero wtedy oszukani nabierają przekonania, że padli ofiarą przestępców, ale już jest za późno.

Chciałbym w tym miejscu przestrzec przed takimi zachowaniami. 100 procent telefonów dotyczących pożyczki od członków rodziny trzeba traktować jako próbę oszustwa.

I na pewno nie wierzyć w to, że policjanci z CBŚ chcą naszych pieniędzy jako depozytu...

– Żaden policjant, czy to z CBŚ, czy z lokalnej komendy, nie będzie pobierał depozytu, bo my takich rzeczy nie robimy. Tego typu prośby rzekomych policjantów powinny wzbudzić nieufność. Tylko w Gdyni tygodniowo zdarza się ok. 20 prób takiego wyłudzenia. Kilkanaście osób nie dało się nabrać, ale zgłosiło ten fakt na policję, żebyśmy mogli pracować nad wykryciem sprawcy. Powoli więc nasze apele zaczynają działać, ludzie zaczynają się orientować, że mają do czynienia z oszustami. Jednak dwie osoby w tym samym tygodniu przekazały oszustom kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Tak więc, mimo licznych apeli, skala zagrożenia pozostaje znaczna...

– Ostrzegamy w różny sposób. Oczywiście przez media lokalne i ogólnopolskie, ale policjanci współpracowali też z serialem „Ojciec Mateusz”. Tam zaprezentowali to przestępstwo, a ludzie starsi to oglądali. Są spoty reklamowe, gdzie aktorzy, łącznie z Maćkiem Orłosiem i innymi znanymi postaciami, mówią, jak się ustrzec przed takim oszustwem. My w samej Gdyni rozdaliśmy pięć tysięcy ulotek przez kościelne parafie, w trakcie mszy niedzielnych. Księża raz po raz odczytują nasze listy. Mimo że ta wiedza trafia do szerokiego grona adresatów, ludzie nadal dają się oszukiwać.

Po modelu przestępstwa widać, że mamy do czynienia z inteligentnymi sprawcami...

– Zdecydowanie, potrafią zrezygnować z szybkiego, ale małego zysku. Wykonują systematycznie 9 czy 10 telefonów i 10 proc. osób na pewno da się oszukać.

Pocieszające jest to, że z całej Polski docierają informacje o kolejnych zatrzymaniach sprawców takich oszustw. Niepokojące jest natomiast to, że ludzie cały czas się nabierają, a przestępcy testują nowe osoby i ciągle ktoś daje się nabrać. Niestety, zamiast zaufać naszym komunikatom, sprawdzić, czy w rodzinie ktoś jakiejkolwiek pomocy potrzebuje, najpierw przekazują pieniądze, a dopiero potem dzwonią, że je stracili. A to jest już za późno.

Zatrzymania oszustów na gorącym uczynku udają się, kiedy ludzie z nami współpracują. W porozumieniu z nami umawiają się z przestępcami i ci wtedy wpadają. Zdarzyło się też kilkukrotnie, że pieniądze zatrzymała instytucja finansowa i wróciły one na konto właściciela, a nie trafiły w ręce oszustów. Dużo zależy od świadomości i ostrożności. Nie możemy powiedzieć, że opanujemy w 100 proc. proceder wydzwaniania takich oszustów. To jest raczej niemożliwe, bo mamy potwierdzone przypuszczenia, że część takich osób może przebywać za granicą i stamtąd sterować tym procederem. Zwłaszcza że często podają konta zagraniczne.

Oszuści grają na psychice swoich ofiar?

– Są przykłady potwierdzające, że oszuści potrafią perfidnie uderzyć  w bardzo wrażliwe tony. Np. zadzwonił „wnuczek”, prosząc o pieniądze na operację nowotworu. Jednocześnie prosił, żeby babcia nie dzwoniła do mamy, czyli do swojej córki, żeby nie martwić jej stanem zdrowia „wnuczka”. A po przelewie oszust oddzwonił i powiedział babci, że operacja się udała. Gdyby babcia od razu skontaktowała się z córką, nie straciłaby pieniędzy, bo w jej rodzinie nikt nic nie wiedział o jakimś chorym wnuczku. To jest granie na uczuciach. Osoby starsze są za mało czujne, a powinny kierować się zasadą ograniczonego zaufania, tak jak na drodze – każdy kierowca czy pieszy nie może do końca wierzyć innym kierowcom. Tu stosujmy taką samą zasadę – nie możemy każdemu wierzyć. I to nie tylko w przypadku wnuczków, bo chodzą też oszuści udający hydraulików, gazowników, elektryków, a także pracowników administracji, pracowników spółdzielni, przedstawicieli różnych instytucji, np. portu w Gdyni.

W tym przypadku na czym polegało oszustwo?

– Wdowa po pracowniku portu ma otrzymać obligacje, które będą warte 60 000 zł, ale trzeba zapłacić podatek 6000 zł, i to natychmiast. Oszust kasuje pieniądze i znika. Jeszcze bezczelniej ograbili starszego człowieka w Krakowie. Wchodzą dwie osoby i mówią, że są z wodociągów. Akurat namierzyli kolekcjonera sztuki. Weszli do domu, żeby naprawić awarię. Kobieta z gospodarzem weszła do łazienki i kazała mu odkręcić wszystkie kurki z wodą, tymczasem drugi fałszywy fachowiec miał coś tam sprawdzać. To odkręcenie wody spowodowało, że w tym czasie wynieśli człowiekowi z domu dzieła sztuki o łącznej wartości pół miliona złotych. Najczęściej mówimy o „wnuczkach”, ale gama przestępstw wobec osób starszych jest znacznie szersza, zazwyczaj sprawcy wykorzystują obniżoną czujność i łatwowierność.

(Fot. freeimages.com)

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.