Edukacja finansowa dla każdego

Program wspierany przez:

Nabrani „na rynny”

NABRANINARYNNYCznF

Scenariusz zawsze wygląda podobnie. Podjeżdżają pod dom przyszłej ofiary samochodem. Wysiadają, patrzą na dach, dyskutują między sobą, w końcu dzwonią do drzwi. Z troską tłumaczą gospodarzowi bądź gospodyni, że ich uwagę zwróciły rynny, które są źle położone i ich zdaniem nie przetrwają najbliższej ulewy. Zatrzymują się też przy domach bez rynien, a takie wciąż jeszcze można spotkać. „Na szczęście” dla gospodarzy zajmują się usługami remontowymi, akurat wracają ze zlecenia i mają w aucie odpowiedni materiał.

Od dłuższego czasu po całej Polsce krąży kilku panów podających się za Węgrów. Proponują wymianę rynien za 200–400 zł. Po byle jakim wykonaniu usługi żądają nawet kilku tysięcy zł. Najpierw proponują montaż „po kosztach”. Zazwyczaj chcą 200–400 zł zapłaty za pracę i materiały, co oczywiście jest okazyjną ceną. Rzeczywiście demontują stare rynny. Rzeczywiście zakładają nowe, ale robią to tak niechlujnie, że dopiero po ich „naprawie” trzeba wzywać prawdziwych fachowców, żeby naprawili to, co naciągacze zepsuli. Często tak palą się do pracy, że jeden z nich maszeruje z drabiną w stronę domu, zanim zdezorientowani gospodarze wyrażą zgodę na taką usługę. Zdarza się, że zaczynają prace pod nieobecność gospodarzy. Spuszczają z tonu, kiedy są wypytywani o nazwę firmy i czy wystawią rachunek.

Po byle jakim wykonaniu usługi żądają zapłaty w wysokości 2–4 tys. zł. Kiedy gospodarz protestuje, bo nie na taką sumę się umawiał, troskliwi panowie stają się agresywni. Grożą, że jeśli będą musieli wrócić tu z kolegami, kwota jeszcze wzrośnie. Z relacji prasowych wynika, że naciągacze odpuszczają, jeśli w zdecydowany sposób postraszy się ich sprowadzeniem policji. W takim przypadku albo zadowalają się wcześniej uzgodnioną kwotą, albo rezygnują w ogóle z zapłaty i z pośpiechem odjeżdżają. Niemniej i tak trzeba będzie wydać pieniądze na prawdziwych dekarzy, żeby naprawili to, co naciągacze zepsuli.

Niestety naciągacze są bezkarni. Policja – mimo szczerych chęci – niewiele nam pomoże w takiej sytuacji, ponieważ kwestia ceny usługi i sposobu jej wykonania jest regulowana przez Kodeks cywilny. Policja nie ma więc podstaw prawnych, aby interweniować. Mogłaby podjąć działania w kierunku oszustwa, ale naciągacze wybierają na swoje ofiary przeważnie starsze, samotne osoby. Jeden emeryt kontra trzech mężczyzn w sile wieku. Jak udowodnić, że nie proponowali od razu usługi za kilka tysięcy?

Fot. pixabay.com

Słowa kluczowe: zadłużenie

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.