Edukacja finansowa dla każdego

Program wspierany przez:

ABC domowych finansów, cz. 4

ABC40

Co za straszny dzień! Niby wolna sobota, a ja jestem tak zmęczona, jakbym co najmniej przerzuciła tonę węgla! Ale od początku…

Tę sobotę miałam zaplanowaną od dawna. Jak zwykle najpierw miałam załatwić to, co trzeba – rachunki, zakupy i inne drobne sprawy, ale potem chciałam jeszcze wybrać się do galerii pobuszować po sklepach. Do świąt co prawda jeszcze daleko, ale już teraz trzeba się rozejrzeć za świątecznymi prezentami. Poza tym upatrzyłam sobie wcześniej superkieckę – co prawda jeszcze nieprzecenioną, ale przecież w końcu muszę jakoś wyglądać. Wszystko było ustawione – pieniądze odłożone, Franka na kilka godzin miała przejąć moja siostra.

Już od początku mój misterny plan zaczął się sypać. Najpierw zadzwoniła siostra, która radosnym głosem oznajmiła mi, że niestety nie może zabrać młodego. Trudno, pomyślałam, przecież taki drobiazg nie może zepsuć mi soboty. Ubrałam Franka, wyszliśmy z domu, zapakowaliśmy się do samochodu i… klapa. Silnik nie odpalił. Co za pech! Wypakowałam młodego z samochodu i ruszyliśmy na przystanek.

Zamiast na pocztę i do dyskontu, tak jak wcześniej zaplanowałam, pojechaliśmy prosto do galerii. W końcu tam też jest duży market spożywczy, nie muszę przecież robić zakupów ciągle w jednym miejscu. W galerii – tłum. Wiadomo – sobota, brzydka pogoda, ludzie idą do kina albo na zakupy.

Jednym z punktów programu miał być zakup sukienki. Od tego rozpoczęliśmy. Sukienka była na miejscu, zupełnie jakby na mnie czekała. Przymierzyłam – pasowała idealnie. Miła ekspedientka pomogła mi jeszcze dobrać odpowiednie kolczyki. A oto moje łupy:

ABC41

Potem zjechaliśmy na dół, do marketu. Franek zadowolony wsiadł do plastikowego samochodu – koszyka, ja ruszyłam między półki. Przyznam, że trochę się tam pogubiłam. W naszym osiedlowym markecie wszystko jest jakoś logicznie poukładane, a tam – prawdziwy chaos. Masło na jednym końcu sklepu, olej na drugim – nieźle się nabiegałam. W tym czasie młody znosił mi do koszyka różne, niezbędne jego zdaniem, rzeczy. A to żelki, a to ciasteczka, a to jakieś tandetne zabawki. Bez przerwy ciągnął mnie do różnych półek i domagał się, żeby kupić mu rzeczy, o których ja nigdy nie słyszałam, a które on najwyraźniej znał. Nie wiem – czy z przedszkola, czy z reklam w telewizji? Starałam nie ulegać, ale w końcu i żelki, i płatki czekoladowe z kreskówkowym bohaterem, i książeczka zostały w naszym koszyku.

ABC42

W końcu, po odstaniu w dłuuugiej kolejce (Franek zaczął strasznie marudzić, ale jakoś udało mi się go zająć batonikiem), udało nam się dotrzeć do kasy. Okazało się, że niektóre produkty były znacznie droższe, niż się spodziewałam. Zwykłe bułeczki za 1,5 zł? To chyba lekka przesada. Oczywiście miałam za mało pieniędzy. W związku z tym wyciągnęłam kopertę z rezerwą na zakupy świąteczne – też nie wystarczyło… Resztę musiałam dopłacić z koperty „rachunki”. Oj, mój mąż chyba nie będzie z tego zadowolony.

ABC43

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.